Ściga nasz statek po wody przezroczy...

Czyż on jej może przywieść miał kochanka?

Płyniemy dalej w tę głębię promieni,

W której pobrzmiewa zdradny śpiew syreni...

Z Tatr

Na szczycie

Na krawędzie przepaści, ponad turnic załomy,

Tu, gdzie orły jedynie tulą skrzydła znużone,

Hej! wspięliśmy się dumnie i w błękitów ogromy

Wzrok topimy zuchwały i dłoń wznosim po słońca koronę.