Lotem pioruna uderza wieść wszystkich o powstaniu Tadeusza Kościuszki w Krakowie, bitwa i zwycięstwo pod Racławicami rozbudza cały naród z letargu. Wiadomość ta przygotowanego zastaje Kilińskiego, ale nie zwierza się nikomu jeszcze; znosi się tylko z bankierem Kapostasem, czeka, gdy przyspiesza wybuch powstania pewna wiadomość, a straszna, o uknutym spisku na rzeź ludu warszawskiego. Niecny biskup Kossakowski, podły hetman Ożarowski wraz z królem i Igelströmem układają plan, ażeby w celu przeszkodzenia powstania w Warszawie lud, wychodzący z kościołów po rezurekcji, wymordować. Kiliński sprawdza wieść, której nie wierzył, ale ujrzawszy armaty ukryte po domach, wiedząc dokładnie o rozkazach tajnych, wydanych wojsku, już nie mógł wątpić.
Unikając rzezi, trzeba było powstanie przyspieszyć; grunt ludu był już przygotowany, zasiew rzucony, tylko czekał gorącego natchnienia, aby plon bujny wydał.
Kiliński zaczął się wtedy znosić z patriotą odważnym, księdzem Mejerem7.
Przygotowania, uwięzienie przez Igelströma i wybuch powstania w Warszawie obszernie w niniejszych pamiętnikach sam opisuje; nie potrzebujemy tu przytaczać, bo osobisty świadek i wódz tego powstania najwymowniej je odmalował. My tu dodamy kilka szczegółów niedotkniętych w pamiętnikach Kilińskiego.
Najgłośniejszy z dzwonów kościołów warszawskich, bernardyński, dał pierwszy hasło powstania, bijąc na gwałt, to jest w jedną stronę tylko dzwonu, za nim odezwały się wszelkie innych kościołów.
Kiliński po domach i wieżach kościelnych celnie strzelających obywateli rozsadził tak, że kiedy batalion Moskali szedł od zdrojów, nim doszedł do kościoła ks. ks. franciszkanów, już wszyscy oficerowie wystrzelani byli. Batalion ten wszedł do nowego miasta na ulicę Świętą Jurską8; tu go spotkali rzeźnicy warszawscy z jednym działem kartaczami9 nabitym, pod wodzą sławnego Sierakowskiego, rzeźnika. Gdy się zbliżył, na znak Sierakowskiego dano z dział ognia, a kiedy pierwsze szeregi padły od kartaczy, rzucili się z toporami i wycięli cały batalion.
Igelström mieszkał na Miodowej ulicy wprost kościoła ks. ks. kapucynów; dom ten ma podwórze obszerne od ulicy Podwala, tu się długo bronił i zacięcie i wiele z ludu zginęło. Po krwawym boju zdobyto go, Igelström uszedł, dom w ruinie od ulicy Podwala jeszcze stał za czasów pierwszych lat Królestwa Polskiego10.
Kiliński pisze, że ten jenerał w kilka koni szczęśliwie uciekł z Warszawy: zważając jednak, że żaden z jego adiutantów nie mógł się przedrzeć za miasto, więcej musimy wierzyć temu podaniu, które mamy od naocznego świadka.
Kiedy działa polskie szczerbić dobrze mury tego domu zaczęły, Igelström wybiegł na ganek od Miodowej ulicy spojrzeć, co się dzieje i którędy mógłby uciec. Wtedy strzał z wieży kościoła ks. ks. kapucynów, wymierzony do niego, przekonał go, że przebojem się nie wydostanie, użył więc podstępu: kochanka jego, jedna z wielkich pań naszych, przebrawszy go po kobiecemu, zręcznie wśród powstania uprowadziła. Jej zawdzięczał ocalenie.
Uwięziono zdrajców kraju; lud głośno i zapalczywie domagał się ich śmierci, wystawiono szubienice. Król, który w czasie tego powstania drżał z przestrachu i w miejsce wypudrowanych szambelanów przybrał po dwóch na służbę z ludu, których ściskał, całował i z płaczem o swej miłości do ojczyzny rozprawiał, przypomniał sobie dopiero, co mu w styczniu napomykał poczciwy szambelan Kotowski, wezwał go przeto do siebie i zlecił, ażeby się zbliżył do Kilińskiego i przy najpochlebniejszych obietnicach imieniem królewskim prosił go, iżby użył swej popularności u ludu warszawskiego i uratował uwięzionych dostojników państwa. Kotowski wezwał Kilińskiego do swego domu i przedstawił mu żądanie i prośbę króla. Chętnie ją wysłuchawszy, Kiliński odrzekł w te słowa, które dosadnie malują jego zacny charakter: