Oracz pola Bogu zleca i swe winnice,

A pasterz, multanki pod płaszcz kryjąc za czasu,

Wraca bydło ku domowi z pustego lasu;

We wsiach zielem kurzą; każdy o sobie czuje.

I mnie taż bojaźń, co insze, i strach zdejmuje.

Przeto nie dziw, że umilkły me głośne strony

Widząc niebo rozgniewane i wiek strwożony.

Jednak szkoda puścić się tak zgoła nadzieje,

Bo to wszytko przyrodzonym biegiem się dzieje.

Raz chmury panują i grom srogi, a potym