Marcinowa powieść

Ba, jeszcze raz, Marcinie! — Więc powiem, tak było:

Kilka osób na jednę salę się złożyło.

Każdy z żoną. Wieczerzą potym odprawiwszy

Szli spać. Ledwie się składli, kiedy co waśniwszy

Na drugie tak zawoła: „Panowie, czas wsiadać!”

A ci też (ale o tym nie trzeba powiadać).

Po małej chwili zasię tenże się ozowie,

Co i pierwej straż trzymał: „Czas wsiadać, panowie!”

A panowie do siodeł. Ujechawszy milę,