Zapewne nie wszystkim wiadomo, że tak zwane nieprzyzwoite objawy twórczości ludowej — tj. piosnki wszeteczne, bajki, zagadki, przysłowia itp., w których bądź to wchodzą w grę pewne ukryte części ciała, bądź też znajduje upust brutalny erotyzm bez obsłonek — bywają zapisywane i wydawane pt. Kryptadia w osobnych zbiorach z egzemplarzami numerowanymi dla amatorów i badaczy psychiki i twórczości ludowej. Otóż ja nie miałbym nic przeciwko temu, ażeby pewne części utworów powieściowych, w których ich autorowie z wielką siłą i mistrzostwem kreślą obrazy z dziedziny wyładowującego się erotyzmu, w związku z napiętą do ostatecznych granic krwiożerczością, drukowano osobno, w egzemplarzach numerowanych, jako nadzwyczaj cenny materiał dla psychologów, dla psychiatrów, dla estetyków i historyków literatury. Oczywiście i ci badacze musieliby zżyć się do tyla z odbieranymi wrażeniami podniecającymi, ażeby być w stanie traktować je obiektywnie i analizować je z całym spokojem i rozwagą. Wprawdzie odpadłaby wtedy zwykła utylizacja ekonomiczna tego rodzaju twórczości, jak również odpadłoby parę listków z wieńca sławy oplatającego skronie powieściopisarza. W każdym jednak razie, jeżeli stosunkowo niewinne piosnki figurują w Kryptadiach literatury ludowej, to pewne sceny i obrazy z utworów powieściopisarzy i beletrystów mogłyby być prawdziwą ozdobą Kryptadiów literatury narodowej i wszechświatowej.

Zgoda zresztą na pozostawianie ustępów wzbudzających nastrój lubieżno-krwiożerczy w wydaniach książkowych danej powieści. Przy czytaniu książki wrażenie jednostronne od podobnych ustępów zaciera się poniekąd przez wpływ tego, co je poprzedza i co po nich następuje. Ale jeżeli jeden, dwa, trzy... numery gazety lub tygodnika są zapełnione wyłącznie takimi ustępami z drukującej się powieści, jeżeli odebrane w ten sposób wrażenia dają materiał do przeżuwania myślą w ciągu całych tygodni, to to, według mego zdania, równa się zamachowi na zdrowie i spokój czytelników. A ile to w tym obłudy, jeżeli podobną metodę praktykuje czasopismo „prawowierne”, chcące uchodzić za „czytelnię domową i rodzinną”! No, ale pamiętajmy przecież, że tak tu, jak i gdzie indziej, rozstrzygają przede wszystkim względy ekonomiczne. A trudno przecież wymagać, ażeby względy egoistyczno-pieniężne ustępowały przed względami altruistyczno-społecznymi. I chociaż fanatyczni zwolennicy absolutnej wolności sztuki protestują przeciwko jej krępowaniu i zanieczyszczaniu utylitaryzmem i tendencyjnością, to jednak okazuje się, że ten właśnie najzwyklejszy utylitaryzm bywa z konieczności decydującym czynnikiem w urzeczywistnianiu twórczości literackiej i artystycznej i jej uprzystępnianiu czytelnikom przeważnej20 liczby wydawnictw periodycznych.

*

Wypisując te, niestety, arcy-nieudolne rozpamiętywania, nie powoduję się wcale pruderią (pruderia bowiem jest mi całkiem obca), nie nawołuję do ascezy. Przeciwnie, jestem tego zdania, że asceza religijna czyli ascetyzm pochodzi z tego samego źródła psychicznego, co erotyzm i krwiożerczość. Ja tylko konstatuję, że „literatura” czy też „sztuka” (co kto woli) może iść ręka w rękę z pewnymi instytucjami związanymi z życiem stadowym ludzi i do spółki z tymi instytucjami krzewić zdziczenie lub też tylko kontynuować pierwotną, wrodzoną dzikość ludzkości.

Wniosków praktycznych nie wyciągam żadnych i na nikogo nie chcę oddziaływać, ale tylko, stwierdzając fakt niezaprzeczony, zapytuję:

Na co się zda cała walka z onanizmem, z wyuzdaniem młodzieży i staruszków, z prostytucją, z zamachami na cześć kobiecą, jeżeli rozwielmożniona poezja i beletrystyka, wchłaniana gorączkowo, a rozpalająca wyobraźnię i podniecająca nerwy, pcha do tego wszystkiego z całą siłą i rozpędem nieuniknionej fatalności i... krzewi zdziczenie?

*

Streszczam swój pogląd na wpływ literatury i sztuki lubieżno-krwiożerczej na usposobienie i bezwiedne, mimowolne myślenie ludzi czytających i oglądających.

Przedstawianie halucynacji artystycznych z zakresu erotyki daleko posuniętej, oraz z zakresu namacalnych objawów „miłości bliźniego”, bądź to za pomocą środków sztuki plastycznej, bądź też przez ujmowanie ich w obrazach, wzbudzanych dzięki procesowi skojarzeń, czyli asocjacji językowych, wywołuje częstokroć takie samo, a niekiedy nawet o wiele potężniejsze wrażenie, aniżeli sam widok zdarzeń i scen rzeczywistych. Wpływ dzieła czy też arcydzieła prawdziwego artysty może być daleko skuteczniejszy aniżeli wpływ z jednej strony nagiej natury, z drugiej zaś grubej pornografii lub też suchego opowiadania o czynach ludożerczych i morderczych. Gruba pornografia i suche opowiadanie mogą odpychać swą brutalnością i nagością i budzić wstręt w istotach subtelniejszych, czulszych i wrażliwszych.

Dreszcz nerwowy, upojenie i w ogóle „nastrój” wywoływany dziełami sztuki, poruszającej tego rodzaju tematy, bardzo jest podobny do upojenia i „nastroju” wzbudzanego za pomocą alkoholu, opium, haszyszu itd.