— Wcale by mnie to nie cieszyło — odparł Velasquez — gdyż ulegając tak śpiesznie, straciłaby następstwo moich równań, czyli wniosków wynikających z moich zasad. Tymczasem postępuję dalej w moim dowodzeniu. Ponieważ więc miłość i nienawiść mają się do siebie zupełnie jak wartości dodatnie do ujemnych, wypada zatem, że zamiast nienawiści mogę napisać mniej miłość, co wszelako nie należy uważać za to samo, co obojętność, która w istocie równa się zeru.

Teraz wpatrz się dobrze w postępowanie dwojga kochanków. Kochają się, nienawidzą, później nienawidzą nienawiści, którą żywili do siebie, dalej kochają się więcej niż kiedykolwiek, dopóki ujemny czynnik nie zamieni wszystkich ich uczuć na nienawiść. Niepodobna zatem nie poznać w tych przemianach działających kolejno potęg dodatnich i odjemnych. Na koniec powiadają ci, że kochanek zamordował swoją kochankę i sama nie wiesz, co o tym myśleć, czy to jest wypadek miłości czy też nienawiści. Tak samo w algebrze: przychodzisz do liczb urojonych, ilekroć w pierwiastkach z mniej X wykładniki są parzyste.

Dowodzenie to do tego stopnia jest prawdziwe, że często widzisz, jak miłość zaczyna się przez pewien rodzaj odrazy, małą wartość odjemną, którą możemy wyrazić przez mniej B. Odraza ta sprowadzi kłótnię, którą oznaczymy przez mniej C. Wypadek dwóch tych liczb będzie więcej BC, czyli wartością rzeczywistą, jednym słowem uczuciem miłości.

Tu chytra Żydówka przerwała Velasquezowi, mówiąc:

— Mości książę, jeżeli dobrze cię zrozumiałam, najlepiej byłoby wyrazić miłość za pomocą rozwinięcia potęg (A — X) przypuszczając A daleko mniejszym od X.

— Zachwycająca Lauro — rzekł Velasquez — odgadujesz moje myśli. Tak jest, czarowna kobieto, formuła dwumianu wynalezionego przez kawalera don Newtona, powinna nam przewodniczyć w badaniach nad sercem ludzkim, jak w ogóle we wszystkich naszych wyrachowaniach.

Po tej rozmowie rozłączyliśmy się; ale łatwo było spostrzec, że piękna Żydówka wywarła silne wrażenie na umyśle i sercu Velasqueza. Ponieważ on równie jako i ja pochodził z Gomalezów, nie wątpiłem, że chciano użyć wpływu zalotnej kobiety, dla namówienia go do przejścia na wiarę proroka. Dalszy ciąg pokaże, że nie myliłem się w moich wnioskach.

Dzień trzydziesty czwarty

O wschodzie słońca dosiedliśmy koni. Żyd Wieczny Tułacz, nie sądząc, abyśmy mogli tak wcześnie się wybrać, znacznie się był oddalił. Długo czekaliśmy na niego, wreszcie pokazał się, zabrał zwykłe miejsce obok mnie i tak zaczął mówić:

Dalszy ciąg historii Żyda Wiecznego Tułacza