Ciągle byłem przepełniony miłością dla Inezy i, jak możesz domyślić się, oburzeniem przeciw Busquerowi. Pomimo to jednak nazajutrz razem z wazą zjawił się nieznośny natręt. Zaspokoiwszy pierwszy głód, rzekł:
— Pojmuję, señor don Lopez, że w twoim wieku nie masz ochoty do małżeństwa, ale przyznam, że dziwnym wydało mi się z twojej strony pokładanie za wymówkę młodej dziewczynie obawę gniewu twego pradziada Inniga Soarez, który przebywszy wiele mórz założył dom handlowy w Kadyksie. Twoje szczęście, don Lopez, że przecie naprawiłem jakoś całą rzecz.
— Señor don Roque — odpowiedziałem — racz przydać jeszcze jedną przysługę do tych, jakie mi wyświadczyłeś: nie chodź dziś wieczorem do Buen Retiro. Jestem przekonany, że piękna Ineza wcale tam nie przyjdzie, jeżeli zaś ją zastanę, bez wątpienia nie będzie chciała słowa do mnie przemówić. Jednakowoż muszę usiąść na tej samej ławce, na której wczoraj ją widziałem, opłakiwać tam moje nieszczęście i narzekać do woli.
Don Roque przybrał zagniewaną minę i rzekł:
— Słowa, jakie señor don Lopez do mnie wyrzekłeś, mają w sobie coś nader obrażającego i mogą naprowadzić mnie na myśl, że poświęcenie moje nie miało szczęścia przypadnięcia ci do smaku. Wprawdzie mógłbym wygodnie pozwolić ci samemu narzekać i opłakiwać twoje nieszczęścia, ale z drugiej strony, piękna Ineza mogłaby nadejść, a jeżeli mnie tam nie będzie, kto wówczas naprawi twoje niedorzeczności? Nie, señor don Lopez, zbyt jestem oddany twoim sprawom, ażebym miał ci być w tym posłuszny.
Don Roque wyszedł natychmiast po obiedzie, ja zaś przeczekałem upał i udałem się drogą ku Buen Retiro, ale wprzódy nie omieszkałem skryć się na jakiś czas w moim sklepiku. Busqueros zjawił się niebawem, poszedł mnie szukać do Buen Retiro i nie znalazłszy swego amfitriona, wrócił i udał się, jak sądziłem, drogą do Prado. Naówczas opuściłem moją kryjówkę i poszedłem w te same miejsca, w których doznałem już tyle rozkoszy i zmartwień. Usiadłem na wczorajszej ławce i zacząłem gorzko płakać.
Nagle uczułem, że ktoś uderzył mnie w ramię. Mniemałem, że to Busqueros i odwróciłem się z gniewem, gdy wtem spostrzegłem Inezę uśmiechającą się z anielskim wdziękiem. Usiadła obok mnie, kazała oddalić się swojej towarzyszce i tak zaczęła mówić:
— Kochany Soarezie, rozgniewałam się wczoraj na ciebie, gdyż nie zrozumiałam, dlaczego mówiłeś mi o twoim dziadzie i pradziadzie, ale zasięgnąwszy bliższych wiadomości, dowiedziałam się, że już prawie od wieku dom wasz nie chce mieć żadnych stosunków z naszym i to dla nader błahych, jak utrzymują, powodów. Jeżeli jednak z twojej strony zachodzą trudności, i mnie na nich nie zbywa. Mój ojciec od dawna już rozporządził mną i lęka się, abym nie przedsięwzięła zamiarów małżeńskich przeciwnych jego widokom. Dlatego zabrania mi często wychodzić i bywać w Prado, a nawet w teatrze. Czasami tylko, gdy mam gwałtowną potrzebę odetchnięcia świeżym powietrzem, zmuszony tym pozwala mi przyjeżdżać tu z moją ochmistrzynią i to dlatego, że mało kto tu przychodzi, może więc być o mnie zupełnie spokojny. Przyszłym moim małżonkiem jest pewien magnat neapolitański, nazwiskiem książę Santa-Maura. Zdaje mi się, że pan ten pragnie tylko mego majątku dla podratowania swego. Zawsze czułam nieprzezwyciężony wstręt do tego związku i uczucie to powiększyło się jeszcze od chwili, gdy cię poznałam. Mój ojciec jest to człowiek nieugiętego sposobu myślenia, wszelako pani d’Avaloz, jego najmłodsza siostra, ma wielką nad nim władzę. Kochana ta ciotka nader jest do mnie przywiązana, nie cierpi zaś neapolitańskiego księcia. Mówiłam jej o tobie, pragnie cię poznać, odprowadź mnie więc do mego powozu, a przy bramie ogrodowej znajdziesz jednego ze służących pani d’Avaloz, który cię do niej zawiedzie.
Słowa zachwycającej Inezy, przepełniła mnie radością i tysiące czarownych nadziei ogarnęło mają duszę. Odprowadziłem Inezę do karety, po czym udałem się do jej ciotki. Miałem szczęście spodobać się pani d’Avaloz, wracałem do niej przez następne dni o tej samej godzinie i zawsze zastawałem u niej piękną jej siostrzenicę.
Szczęście moje trwało przez sześć dni. Siódmego dowiedziałem się o przybyciu księcia Santa-Maura. Pani d’Avaloz kazała mi nie tracić odwagi, służąca zaś z jej domu w tajemnicy oddała mi list następującej treści: