Po chwili odezwał się ten sam głos:
— Czy jest czyściec na tamtym świecie?
Ponieważ cierpiałem niewypowiedziane boleści, odrzekłem przeto, że jest i że już się w nim znajduję. Następnie zdaje mi się, że straciłem przytomność.
Tu przerwałem Soarezowi i zapytałem go, czy była tego wieczora burza.
— Bez wątpienia — odpowiedział — grzmiało, łyskało się i być może, że dlatego Busqueros pomylił okna.
— Co słyszę — zawołałem zdziwiony — to jest więc nasza dusza czyśćcowa! Nasz biedny Aguilar!
To mówiąc, wybiegłem jak strzała na ulicę. Dzień zaczynał świtać; nająłem muły i czym prędzej pośpieszyłem do klasztoru kamedułów. Znalazłem kawalera Toledo leżącego krzyżem przed świętym obrazem, położyłem się obok niego, a ponieważ u kamedułów nie wolno głośno mówić, zbliżyłem się więc do jego ucha i opowiedziałem mu całą historię Lopeza Soarez. Z początku kawaler Toledo leżał niewzruszony, po chwili jednak obrócił się i rzekł mi do ucha:
— Kochany Avarito, jak ci się zdaje, czy żona oidora Uscaritza kocha mnie jeszcze i czy została mi wierna?
— Niezawodnie — odpowiedziałem — ale cicho, nie gorszmy tych zacnych pustelników. Módl się pan jak zazwyczaj, ja tymczasem pójdę powiedzieć, że skończyliśmy już naszą pokutę.