Po tych słowach weszliśmy wszyscy do jednej z najpowabniejszych jaskiń i niebawem spostrzegliśmy zbliżających się obu starców.
— Możeż200 to być — rzekł jeden z nich — abym po tylu latach znowu spotykał człowieka, który w młodości mojej wyświadczył mi tak ważną przysługę? Często dopytywałem się o ciebie, donosiłem ci nawet o sobie, podczas gdy znajdowałeś się jeszcze przy kawalerze Toledo, ale odtąd...
— Tak jest, odtąd — przerwał stary naczelnik — trudniej było mnie wynaleźć; dziś jednak, gdy znowu jesteśmy razem, spodziewam się, że uczynisz mi señor zaszczyt przepędzenia kilku dni w tym schronieniu. Sądzę, że oo trudach tak męczącej podróży wypoczynek nie będzie zbyteczny.
— W istocie, jest to zaczarowana okolica — rzekł margrabia.
— Za taką przynajmniej uchodzi — odpowiedział Cygan. — Za panowania Arabów nazywano to miejsce: Ifrit hamami, czyli Diabelską Łaźnią, dziś okolica nosi nazwę: La Frita. Mieszkańcy Sierra Moreny lękają się do niej zbliżać i wieczorami opowiadają sobie tysiączne o niej dziwaczne przygody. Zdało mi się, że nie mam przyczyny wyprowadzać ich z błędu, dlatego prosiłbym nawet, aby większa część waszego orszaku pozostała zewnątrz doliny, tam, gdzie roztasowałem mój własny obóz.
— Z największą chęcią — odrzekł margrabia — pozwól tylko, abym wyjął spod tego prawa moją córkę i przyszłego mego zięcia.
Za całą odpowiedź naczelnik skłonił się głęboko i posłał swoich ludzi dla przeprowadzenia rodziny i kilku służących margrabiego.
Podczas gdy Cygan oprowadzał swoich gości po dolinie, Velasquez podjął kamyk i rzekł:
— Nie ma wątpliwości, że w każdej z naszych hut szklanych można by topić ten kamyk bez przymieszania obcej materii. Jesteśmy tu w kraterze dawno wygasłego wulkanu. Z wnętrza tego przewróconego stożka możemy dojść jego głębokości i obrachować siłę zużytą na jego wydrążenie. Warto się nad tym głębiej zastanowić.
Velasquez zadumał się przez chwilę, dobył tabliczek, zaczął coś na nich pisać, po czym dodał.