Diego wyobraził sobie, że tylko stolica mogła dostatecznie ocenić jego znakomite zdolności. Młody nasz uczony miał przed oczyma geometrię Kartezjusza208, analizę Harriota209, dzieła Fermata210 i Robervala211. Spostrzegł jasno, że wielcy ci geniusze, otwierając drogę nauki, postępowali przecie niepewnym krokiem. Zebrał razem wszystkie ich odkrycia, dołączył wnioski, o jakich dotąd nie pomyślano i przedstawił uproszczenia do używanych naówczas logarytmów. Hervas przeszło rok pracował nad swoim dziełem. Powszechnie książki o geometrii pisano po łacinie. Hervas, dla łatwiejszego upowszechnienia, napisał swoją po hiszpańsku, dla zaostrzenia zaś ogólnej ciekawości nadał jej tytuł: Odsłonięte tajemnice analizy wraz z wiadomością o nieskończoności w każdym wymiarze.

Gdy rękopis był już ukończony, mój ojciec właśnie wychodził z małoletności i otrzymał w tym względzie uwiadomienie od swoich opiekunów. Panowie ci oświadczyli mu zarazem, że jego majątek, który z początku zdawał się składać z ośmiu tysięcy pistolów, z powodu wielu nieprzewidzianych wypadków zszedł na osiemset, które po urzędowym zakwitowaniu z opieki natychmiast mu będą wręczone. Hervas obliczył, że właśnie potrzebował ośmiuset pistolów na wydrukowanie swego rękopisu. Czym prędzej więc podpisał pokwitowanie z opieki, odebrał swoją sumę i podał rękopis do cenzury. Cenzorowie z wydziału teologicznego zaczęli stawiać niektóre trudności, ponieważ analiza nieskończenie małych wielkości zdawała się sprowadzać do atomów Epikura, którą to naukę kościół surowo potępiał. Wytłumaczono im, że tu chodziło o ilości oderwane, nie zaś o cząstki materialne, i cofnęli zaskarżenie.

Z cenzury dzieło przeszło do drukarza. Był to wielki tom in quarto, do którego trzeba było ulać nowe czcionki algebraiczne, a nawet powiększyć jedną prasę. Tym sposobem wydanie 1000 egzemplarzy kosztowało siedemset pistolów. Hervas tym chętniej je poświęcił, że spodziewał się za każdy egzemplarz dostać trzy pistole, co mu zapowiadało 2300 pistolów czystego zysku. Aczkolwiek Hervas nie uganiał się za zyskiem, atoli nie bez pewnej przyjemności myślał o zebraniu sobie okrągłej sumki.

Druk zajął sześć miesięcy, Hervas sam zajął się korektą, i nudna ta praca więcej mu zabrała czasu aniżeli sam układ dzieła. Nareszcie największy wóz, jaki można było znaleźć w Salamance, przywiózł do jego mieszkania ciężkie paki, na których zasadzał teraźniejszą chwałę i przyszłą nieśmiertelność.

Nazajutrz, Hervas upojony radością i nadzieją, osiem mułów objuczył swoim dziełem, sam wsiadł na dziewiątego i ruszył drogą do Madrytu. Przybywszy do stolicy, zsiadł przed księgarzem Moreno i rzekł mu:

— Mości Moreno, te osiem mułów, przywiozło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć egzemplarzy dzieła, którego mam zaszczyt wręczyć ci tysiączny. Sto egzemplarzy możesz pan sprzedać na własną korzyść, z pozostałych zaś zdasz mi rachunek. Pochlebiam sobie, że wydanie w przeciągu kilku tygodni będzie wyczerpane i że będę mógł przedsięwziąć drugie, do którego dodam pewne objaśnienia, jakie podczas druku przyszły mi do głowy.

Moreno zdawał się powątpiewać o tak szybkiej sprzedaży, ale widząc potwierdzenie cenzorów z Salamanki, przyjął paki do swego magazynu i wystawił w oknach kilka egzemplarzy na sprzedaż.

Hervas wprowadził się do gospody i nie tracąc czasu, natychmiast zajął się objaśnieniami, które chciał przyłączyć do drugiego wydania. Po upływie trzech tygodni nasz geometra osądził, że czas był udać się do Morena po pieniądze za sprzedane książki i że przynajmniej z tysiąc pistolów przyniesie do domu.

Poszedł więc i z niesłychanym zmartwieniem dowiedział się, że dotąd nie sprzedano ani jednego egzemplarza. Wkrótce jeszcze dotkliwszy cios ugodził weń, wróciwszy bowiem do gospody, zastał nadwornego alguacila, który kazał mu wsiąść do zamkniętego powozu i zawiózł do Wieży Segowskiej.

Dziwne wydaje się, że postępowano z geometrą jak gdyby z więźniem stanu, ale przyczyna tego była następująca: egzemplarze wystawione w oknie u Morena, wpadły wkrótce w ręce kilku ciekawców uczęszczających do jego sklepu. Jeden z nich, przeczytawszy tytuł: Odsłonięta tajemnice analizy, rzekł, że musi to być jakiś paszkwil przeciw rządowi; drugi, przypatrzywszy się bacznie tytułowi, dodał ze złośliwym uśmiechem, że niezawodnie była to satyra na don Pedra Alanyez, ministra skarbu, gdyż analyza to anagram nazwiska Alanyez, następna zaś część tytułu „o nieskończonościach w każdym wymiarze”, wyraźnie stosuje się do tego ministra, który w istocie materialnie był nieskończenie mały, nieskończenie gruby, moralnie zaś nieskończenie wyniosły i nieskończenie poziomy. Łatwo wnieść z tego żartu, że niektórym przesiadującym u Morena wolno było wszystko mówić i że rząd przez szpary patrzył na ich często ostre przygryzki.