W Dzikowie sami hrabstwo uchodzili za dobrych i ludzkich, jednakże nikt nie odważył się iść do zamku ze skargą na służbę dworską, bo ci by się wymówili, a skarżącemu tak potem dokuczyli, żeby mu się na zawsze odechciało szukać sprawiedliwości. Uciekać zaś nie było gdzie, bo gdzie indziej nie było lepiej, ale chyba gorzej.

*

Jak ja już zapamiętałem, koło roku 1860 było w Dzikowie wszystkiego koło siedemdziesięciu numerów czyli domów, wszystkie z wyglądu zewnętrznego do siebie podobne, stały przy samej drodze i tyłem do drogi. O ile były zagajone, to drzewami dzikimi: dębami, wiązami, lipami, itp., które po większej części wyrastały z „korzenia”, bez wiedzy i starania się o to gospodarza.

Podwórza ogrodzone były płotami z chrustu wierzbowego albo tzw. dronkami, tj. materiałem dartym, czyli łupanym, z drzewa sosnowego lub świerkowego albo wreszcie w dwie, trzy lub cztery poziome żerdzie. Nawet ogród zamkowy ogrodzony był wysokim płotem chruścianym, który co rok poprawiano i dopiero koło roku 1880 zastąpiono obecnym ogrodzeniem murowanym lub ostrokołem. Grodzenie ostrokołem, dziś tak rozpowszechnione, nie było wówczas znane.

Na gminę Dzików składało się kilka oddzielnych części mających swoje nazwy, a mianowicie: Połać, Piaski, Nadole i przysiołek Podłęże.

Cała wieś miała wygląd staroświecki, zgoła niepodobny do tego, jaki obecnie przedstawia. Od tego też czasu w ciągu kilku dziesiątków lat ogromnie się rozrosła, do czego w znacznej mierze przyczyniło się to, że leży pod bokiem Tarnobrzega, nieustającego w rozwoju, tak że obecnie jest w Dzikowie cztery razy więcej domów niż koło roku 1880.

*

Dom mieszkalny gospodarza czy komornika składał się z jednej tylko izby mieszkalnej, przy tym z dużej sieni i komory37, a gospodarz posiadał nadto stajnie na konie, krowy, świnie i stodołę.

Wszystkie zabudowania włościańskie wznoszone były z drzewa okrągłego, tak jak rosło w lesie, mało co ociosanego. Węgły38 wystawały prawie na pół metra, tak że gdy później drzewo zdrożało, to węgły te obrzynano na opał, a niektórzy robili to celem nadania domowi zgrabniejszego wyglądu.

Po wsiach okolicznych, zwłaszcza dalszych od Wisły, osiadłych w lasach na gruntach piaszczystych, były jeszcze prawie wyłącznie chałupy dymne, w których paliło się na tak zwanej babce, tj. na słupie ulepionym z gliny, a dym rozchodził się po całej izbie i drzwiami wydobywał się do sieni, a stąd na strych. W czasie palenia izba musiała być otwarta, a ludzie siedzieli nisko przy ziemi lub chodzili chyłkiem, bo inaczej dławił ich dym. Ściany były okopcone (nigdy nie bielone), ludzie czarni i przesiąknięci dymem.