Mimo wszystko, mimo sprzysiężenia się na powiat tarnobrzeski tylu sił wywrotowych, ruch bolszewicki nie zwyciężył. Stało się tak głównie dzięki temu, że ogół ludności zachował w sercu wiarę w Boga i przykazania boże, pragnął mieć własne państwo i dla przeważnej części narodu wstrętne były praktyki bolszewickie, połączone z rabunkami, grabieżą cudzej własności i mordami. Tych zaś, którzy skłonni byli do bolszewizmu, na których już nie miał wpływu ani Kościół, ani cywilne władze państwowe, uspokojono siłą przy pomocy żandarmerii i wojska.
Do powiatu przybyła lotna kompania żandarmerii pod komendą por. Makowskiego i tu tak długo pozostawała, aż doprowadzono do porządku i spokoju. Żandarmeria powiatowa i lotna, posiłkowane przez oddziały wojskowe, przeszły kolejno cały powiat od wsi do wsi i przeprowadzały rewizje, zwłaszcza tam, gdzie tworzyły się bandy zbrojne i dopuszczano się rabunków. Przy rewizjach odbierano zrabowane cudze mienie i ukrytą broń, a z powodu masowych przestępstw winnych karano na miejscu doraźnie przy użyciu chłosty. Winni otrzymywali 25–50 kijów na tyłek. W ten sposób karano bądź jednostki, bądź gminy. Niektórych przestępców aresztowano i oddano sądowi obwodowemu w Rzeszowie do ukarania. Ogółem aresztowano za kradzieże, rabunki i napady na dwory około 350 ludzi291.
Poprzednio już zajęto się pilniej Dąbalem, który jawnie podburzał ludność do gwałtów. Poczęto go lepiej śledzić i wnosić skargi na niego do prokuratorii w Rzeszowie, aż wreszcie postanowiono go aresztować. Gdy jednak komendant lotnej żandarmerii udał się w nocy do Sobowa celem dokonania aresztowania, już tam Dąbala nie było, gdyż przed kilku godzinami umknął do Sandomierza. Jak się okazało, jeden z oficerów, który wiedział o rozkazie aresztowania, powiadomił o tym Dąbala, tak że ten zdołał uciec i występował dalej w okręgu jako kandydat na posła wraz z ks. Okoniem.
W początku stycznia 1919 roku został aresztowany po wiecu w Baranowie ks. Okoń. Aresztowano go za wywoływanie zaburzeń publicznych i pod zarzutem zdrady stanu i osadzono w więzieniu w Rzeszowie, skąd uwolniono go po kilku tygodniach, gdy został wybrany posłem.
W tych czasach najniespokojniejszych, głośnych pod nazwą Republiki Tarnobrzeskiej, komendantem żandarmerii w Tarnobrzegu był kapitan Borowiec, który przetrwał na tym stanowisku do jesieni 1919 roku. Wtedy został przeniesiony pod naciskiem dąbalowców, którzy zyskali na znaczeniu i wpływach, gdy Dąbal został posłem.
Po tym wzburzeniu, jakie panowało w ostatnich miesiącach 1918 roku i w pierwszych 1919 roku następowało powoli uspokojenie. Nie było już masowych grabieży. Często jednak rozchodziły się wieści o mniejszych rabunkach, jak np. w Sulichowie, gdzie trzech uzbrojonych rabusiów napadło gospodarza, zabrało mu gotówkę i pobiło, albo w Gorzycach, gdzie paru drabów w mundurach wojskowych napadło na gospodę Stefana Grzywacza: związali go i zabrali 10 000 kr.
*
Rok 1920 stał się groźnym i pamiętnym z powodu wojny bolszewickiej. Gdy wyprawa na Kijów zakończyła się klęską i nastąpił odwrót armii polskiej, niektóre oddziały cofającego się wojska polskiego przybyły w sierpniu pod Tarnobrzeg i rozkwaterowały się w Dzikowie i wsiach okolicznych. Przybywało też tu wiele rodzin urzędniczych, uciekających ze wschodniej Małopolski przed najazdem bolszewików.
Jednakże w chwili największego niebezpieczeństwa naród ocknął się z odrętwienia, porwał się do obrony przed wrogiem. Przede wszystkim młodzież pospieszyła pod broń dla odparcia nieprzyjaciela. Zapał powszechny ogarnął także tutejszą okolicę.
Najpierw kilkudziesięciu z młodzieży szkolnej zgłosiło się do szeregów ochotniczych i wyjechało do obozu w Rzeszowie. Następnie hr. Zdzisław Tarnowski własnym kosztem wystawił oddział ochotników. Do oddziału tego pospieszyli oficjaliści dóbr dzikowskich, młodzież włościańska z Dzikowa i mieszczańska z Tarnobrzega, a jako pierwszy ochotnik stanął osiemnastoletni syn hrabiego, Artur. Prawie połowę oddziału stanowiła kawaleria.