I tytanowy protest w niebo ślę.
Ma Asnyk uśmiech współczucia i wyrozumiałości dla tego, co minęło, i z tym samym uśmiechem wita nadchodzące pokolenia, chociaż one, jak sądzi nieco jednostronnie, depcą bezlitośnie upadły ideał:
Lecz chociaż droga nasza się rozchodzi
A chłód wasz lodem spada nam na serce —
My błogosławim wam, rycerze młodzi,
Narodowego długu spadkobierce,
I na trud przyszłych mozolnych wyzwoleń
Niesiem życzenie gasnących pokoleń.
Wobec takiego nastroju nic dziwnego, że miłość ojczyzny, która była największym źródłem natchnień naszej poezji, w dziełach Asnyka zajmuje podrzędne miejsce; sam on gdzieś rzuca przestrogę, aby tej lutni nie potrącać nieudolną ręką”. Ręka jego tak biegła w tonach, nie jest jednak nieudolną, lecz tylko zmęczoną. Jemu o narodzie i jego przyszłości uczucie nie mówi nic, wiedza i refleksja — wszystko.
W tym właśnie znaczeniu Asnyk zbliżył do ziemi lot naszej poezji. Romantycy byli, a inni przynajmniej chcieli być milionem i za miliony cierpieć katusze”. Swój ból przyjmowali i oddawali tak, jak gdyby w nich — cierpiał naród. Asnyk cierpi zawsze sam w sobie, z narodem swoim lub — poza nim. Asnyk wywalczył prawa dla poezji indywidualistycznej dla tej, która przestaje być srogą, twardą, Bożą służbą”, a jest tylko czystą, wytworną sztuką, objawieniem indywidualnym. Tu zdaje się leżeć tajemnica jego wpływu na współczesną młodszą poezję polską. Bezwiednie stali się jego naśladowcami wszyscy, którzy duszę indywiduum za przedmiot swój obrali. Nie dotknął zaś zupełnie wpływem swym tych, którzy, jak np. Nowicki lub Niemojewski, wrażliwi są przede wszystkim na życie otoczenia. Ci musieli wzorów swoich szukać dalej.