Rezygnacja jego jest zaś tak wielka, że zdobywa się w prześlicznym wierszu na apoteozę śmierci:
Śmierć — to ciągłego postępu chorąży!
Który na nowe świat prowadzi tory,
Wschodzącym kiełkom usuwa zapory
I z rzeszą istot w nieskończoność dąży.
Z jego opatrznej, choć surowej łaski
Świat nie zastyga pod próchnem i pleśnią,
Ale młodości wciąż przebrzmiewa pieśnią.
Z tymi zwrotkami warto porównać może, co mówi jeden z najlepszych naśladowców romantyzmu (W. Gomulicki):
Ja złe nazywam złem, ja śmierć nazywam gwałtem,