I ma w poezji stare jak świat prawa —
Lecz trzeba, żeby miała twarz człowieczą,
Żeby tryskała życiem jej postawa;
Śmieszną się staje, gdy ją okaleczą
I kiedy wyjdzie wybladla i krwawa.
Miłość u Asnyka nie wygląda wprawdzie, jak widmo blade, ale raczej, jak te fotografie osób umarłych i drogich, które na grobowcach stawiają i dookoła kwiatami wieńczą. Trzeba przyznać, że kwiatów dokoła swej miłości Asnyk rozrzucił dużo i najładniejszych. Dość przeczytać np. Podróż Dunajcem, Barkarola, Zwiędły listek i inne.
Asnyk posiada w wysokim stopnia właściwe muzyce poczucie miary, taktu, harmonii. Utwór muzyczny w przeciwieństwie do dzieł sztuk plastycznych nie może być nie tylko dobrym, ale nawet znośnym, jeżeli jedna jego część nie odpowiada i nie zestraja się z innymi. Wzgląd na całość musi górować nad wykonaniem poszczególnych części. W większych utworach Asnyka, w ogóle zresztą nielicznych, nie widzimy też nigdy nierówności, wahań — miejsc doskonałych obok innych, wiele słabszych. W Pigmalionie i Galatei, w cyklu 30 sonetów Nad głębiami, to zharmonizowanie części, przez które myśl zasadnicza wśród ciągłych wariacji, jak motyw naczelny się przewija, dosięga wyżyn skończonego mistrzostwa. Logiczny związek całości prosty i właśnie w prostocie swej trwały wzbudza w czytelniku zadowolenie estetyczne najwyższego rzędu. Mamy tu już do czynienia nie z jedną mile wpadającą w ucho melodią, jak w lirykach i erotykach, ale z całym szeregiem tonów, które świadoma umiejętność harmonii zestroiła w dzieło potężne i jednolite. Ale i tu myśli Asnyka nie przetworzą się na obrazy, lecz grupować się będą w całości, jako abstrakcje, przybrane tylko w szatę wytwornej i dźwięcznej retoryki. Cytowaliśmy powyżej z cyklu Nad głębiami ustęp, gdzie Asnyk wita w śmierci zwiastuna nowych i doskonalszych żywotów; przypomnijmy sobie, jak wspaniałym jednym obrazem Słowacki tę samą myśl o twórczej wartości zniszczenia wyraża:
Gdy warstwy ziemi otwartej przeliczę,
I widzę kości, co jako sztandary
Wojsk zatraconych pod górskimi grzbiety