— Może jutro nawet nie przyjdę do szkoły — mówi Nelly jakby do siebie.

— Dlaczego? — pyta się Dżek. — Czy kaszlesz?

— Ja nie kaszlę, ale tatuś jest bardzo chory.

I łzy ma w oczach.

Dżekowi było bardzo smutno, więc nic nie powiedział, tylko stoi. Aż dopiero dolatuje Adams i z całej siły uderza go w plecy.

Ach, jak czasem trudno się nie bić! Bo masz zmartwienie, a tu cię ktoś nagle zaczepi. I żeby tylko to, ale nie; odepchniesz go albo powiesz, żeby poszedł; gdzie tam, dalej zaczyna. Uderzył, no to uderzył. Dziury nie zrobił, zaboli i przestanie. Ale on kontent81, że cię rozgniewał, śmieje się i dalej zaczyna.

— Idź sobie — mówi Dżek.

— A ty mi każesz? — mówi Adams.

Dżek bał się, że się jeszcze Nelly będzie czepiał, więc już nic nie mówi.

— Coś taki dumny? Chcesz się gonić?