Nareszcie skończyli wystawę. Mister Taft dał mu obwarzanek z makiem. Dżek wziął, bo nie wstyd wziąć, jak się zapracowało. Na herbatę już nie miał czasu. Tylko jeszcze powiedział, że chce kupić do kooperatywy ozdoby na choinkę. I mister Taft dał mu adres i list do hurtownika.
Jeżeli przejść prosto ulicę, na której mieszka Dżek, i potem skręcić na prawo do rogu drugiej ulicy, a potem na lewo iść — iść i iść — to się dojdzie do placu, który się jakoś nazywa, ale my dla wygody nazwiemy go Kercelakiem90.
Jest to plac, gdzie odbwają się targi.
Wcale nie można opisać, co tam się dzieje i co można kupić.
Z brzega91 sprzedają buty, trochę dalej ubrania nowe i używane. Ale i tu już można zobaczyć masę ciekawych rzeczy, bo nad rynsztokiem92 umieściły się kobiety z koszami i żebracy. Jeden nie ma nóg, drugiemu brakuje nosa i ręki, trzeci ciągle się trzęsie i tak dalej — każdy inny. A w koszykach są ciastka, pączki, herbatniki, cukierki — prawie tak jak w sklepach. Ale tu wołają, żeby kupić, i bardzo przyjemnie posłuchać.
— Cukierki ananasowe.
— Ciastka cukiernicze.
— Herbatniki waniliowe.
— Lemoniada — lody.
Wszystko prawdziwe, najlepsze, doskonałe, waniliowe i ostatnie. Spiesz, się, bracie, bo za chwilę będzie za późno: nie zdążysz i będziesz żałował.