Tu na stoliku rozłożył grzebienie mister Fay. Niby nic ciekawego; ale Amerykanie ze wszystkiego potrafią zrobić ciekawe, żeby zachęcić. Więc nad stolikiem na płótnie — taki niby szyld — wymalowany jest pociąg, który się wykoleił. Na szynach leży grzebień mister Faya, nie łamiący się, nie kruszący się, mocniejszy od stali. No i lokomotywa się wykoleiła — jest katastrofa, a grzebień się nie złamał.
— Nie łamiące, nie kruszące grzebienie — krzyczy mister Fay — każdy ząb wytrzymuje ciśnienie stu atmosfer! Tysiąc elektrycznych wolt i amperów nie skruszy! Proszę!
Stawia grzebień zębami do góry, tłucze w niego grubą pałką, uderza o kamień, gnie w rękach — i nic.
Niby się nie wierzy, że grzebień tak mocny, a przecież widać.
Dalej można się zważyć. Dalej stragan, gdzie wszystko kosztuje tylko dwa centy.
— Kto się zważy, ten się pozna. Sprawdzajcie swoje zdrowie! Świat należy do silnych! Wypróbujcie swe płuca!
Dmucha się i na zegarze widać, ile kto może wydmuchać.
Można grać w cetno i licho93 na cukierki i orzechy.
— Cetno — licho. Szczęście i odwaga. Nie traci, kto płaci.
Idziesz dalej i tu już jest wszystko. Ale trzeba znać dobrze ten plac, żeby nie zabłądzić. Na lewo pod parkanem stoi fotograf. Zdjęcia minutowe. Siadasz tylko, on prztyknie — gotowe.