Rodzice uważnie wysłuchali opowiadania Dżeka. A potem ojciec powiedział:
— Widzę, mój Dżeku, że rzemieślnikiem nie będziesz. To nie szkodzi. Bo ja od najmłodszych lat sprzedawałem jedno tylko: pracę. Co moje ręce zrobiły, inni już sprzedawali. Kupować też mało kupuję, więc się na tym nie znam. A ty chcesz, zostań sobie kupcem. Ale musisz dobrze się uczyć. Nauka do wszystkiego potrzebna. Gdybym umiał dobrze rysować, tobym mógł więcej zarabiać. Rzemieślnikowi bardzo potrzebne rysunki.
Ojciec westchnął, a Dżek oparł się o kolana ojca i głaskał go po twarzy.
„Dzisiaj ojciec wcale nie ma kolącej twarzy” — pomyślał Dżek — i pocałował rękę ojca.
A potem powiedział:
— Tatuś ma żyły na rękach, a ja nie.
Ale ojciec myślał o czymś i nie słyszał. Więc zgaszono świeczki na choince i poszli spać.
I teraz muszę opowiedzieć o jednym z dwunastu bąków drewnianych, zupełnie zwyczajnych i małych, które Dżek kupił na placu.
Więc Dżek nie wiedział, co z nimi robić, bo wśród tylu pięknych rzeczy co one znaczyły? Nawet Dżek z początku zupełnie zapomniał, bo leżały w szafie obok pudełka z ołówkami. No, więc wziął i już później włożył je na dodatek do dwunastu torebek po dwa centy. Może się na coś przydadzą?
I teraz o jednym z tych dwunastu bąków powiem.