Dżek zrazu nie chciał. Zdawało mu się, że nie wypada bawić się człowiekowi, który zbankrutował.

— Nie mam czasu — mówi — muszę powtórzyć wiersze. Pani ma mnie wyrwać na poprawkę.

Ale poskarżyli się:

— Proszę pani... Dżek mówi, że nie pojedzie.

Dopiero pani na niego:

— Dżek, nie bądź dziwakiem. Jak wszyscy — to wszyscy.

I zaczęli prosić, żeby Dżek nie miał poprawki.

— Proszę pani — mówi Iim. — Dżek nie mógł się dobrze uczyć, bo miał z nami tyle kłopotów i zmartwień. Byłoby niesprawiedliwie, gdyby mu się krzywda stała.

— Tak — mówi Fil. — Wytoczymy, proszę pani, za Dżeka ostatnią kroplę krwi! Bez namysłu oddam głowę pod miecz katowski!

I tak śmiesznie palcem przesunął po szyi, i tak wytrzeszczył oczy, że klasa nie mogła się nie śmiać. I pani powiedziała, że jeśli Dżek pójdzie na wycieczkę, to może nie mieć poprawki.