Fil był rozżalony.

— Wiesz, Fil, bo z tą biblioteką. Myślę, żeby tak zrobić. Kupię trochę obrazków, wiesz — malowanki: aniołki, kwiatki, motyle — takie różne. I kto przeczyta pięć książek, dostanie obrazek. A kto przeczyta wszystkie książki albo kto będzie miał dziesięć obrazków, ten dostanie order.

— A skąd będziesz miał ordery?

— Są, ale drogie. One się jakoś nazywają — kotylionowe. Wiesz: ze złotego papieru. Nie widziałeś?

— Co nie miałem widzieć. Kotylionowe? Skąd wiesz, że się tak nazywają?

— Pytałem się w sklepie, jakeśmy się w wojsko bawili. Już dawno.

— Także frajerska nazwa. Czy to dla kotów ordery?

— Nie. Jakiś taniec tak się nazywa i panny dają kawalerom.

— Wariaty — zadecydował Fil.

— Ja bym kupił złoty papier, kupiłbym na wzór jeden kotylionowy order i może by pani pozwoliła na robótkach. Morris by potrafił — jak myślisz?