— Więc niech pan pokaże.

— Poczekaj no, mój kawalerze. Za dużo chcesz od razu kupować.

— To przecież dla pana lepiej — mówi Dżek, już zły nawet.

— Lepiej albo nie lepiej. Różni są, widzisz, kupcy. A ja, widzisz, jestem taki, że wolę mniej sprzedać, ale wiedzieć, że wszystko w porządku. Znam ciebie, mój chłopcze, od lat. Wiem, że jesteś porządny. I ojciec twój porządny robotnik. Znam i twoją siostrzyczkę. Jak ona się nazywa?

— Mary.

— Pamiętasz, kupowałeś raz dla niej obrazek. Poczekaj, niech no sobie przypomnę. Jakiegoś aniołka kupiłeś.

— Nie, świętego Mikołaja — poprawił Dżek.

— Dobrze. Więc wtedy rozmawialiśmy, pamiętasz? I pomyślałem, że to porządny chłopak, który nie kupuje dla siebie cukierka, tylko dla małej siostrzyczki świętego Mikołaja.

Dżek słucha, ale nic nie rozumie.

— No, a teraz powiedz mi. Wiesz, że dziewięćdziesiąt sześć centów to prawie cały dolar?