Rozumie się, że się przyda. Dżek nie zna się na lalkach, a umiałby zrobić lalkę ze szmatki i papieru według przepisu tej książki. Może nawet zrobi dla małej Mary, ale przedtem przyniesie i pokaże Nelly, czy dobra.
Nazajutrz pani się dowiedziała o nowych książkach.
— Skąd je wziąłeś.
— Kupiłem.
— Ile wydałeś? Skąd wziąłeś pieniądze?
Widać, że pani nie wie właściwie, czy pochwalić Dżeka, czy zganić. Dżek powinien był uprzedzić, że chce kupić książki, pani by poradziła. Nie każdą książkę warto czytać. Są i głupie książki także. Trudno: stało się. W każdym razie Dżek dał dowód, że sprawa biblioteki go zajmuje. Jednakże pani chciałaby na jedno zwrócić uwagę:
Czy słusznie, że Dżek dla dobra klasy poniósł aż tak dużą ofiarę? Rodzice Dżeka są biedni, są w klasie dzieci zamożne. Dlaczego jeden Dżek ma kupować książki, z których korzystać będą wszyscy? Pani zdaniem każdy powinien przynieść po jednym lub dwa centy, dzieci powinny zwrócić Dżekowi pieniądze. I tak przysłużył się klasie, poświęcając czas swój, bo bezsprzecznie jest wzorowym bibliotekarzem.
I Dżek nie wiedział, czy pani jest zadowolona, czy nie. A myśl o zwrocie wydanej sumy bardzo go zakłopotała. Pani ma słuszność, zapewne, ale to zbieranie dla niego centów niezupełnie mu się podoba.
Klasa zgodziła się chętnie zaraz jutro przynieść pieniądze, a Fil zaproponował, żeby prócz tego — ofiarować Dżekowi kotylionowy order.
— Co ty też masz za cudaczne pomysły — zdziwiła się pani.