Po pierwsze, urządzi zebranie: niech sami powiedzą, co wolą. A po drugie, sam pójdzie do rodziców Pennella i zapyta się, czy chcą. Nawet lepiej naprzód rozmówi się z matką Pennella.

I taką odpowiedź dał właśnie.

W piątek po lekcjach wyszedł razem z Williamkiem i już na ulicy zaczepił ich pierwszy Czarli. — Odprowadzasz Pennella? — mówi Czarli. — Pewnie będzie ci fundował?

— Właśnie, że nie.

— On idzie do mojej mamusi — mówi Pennell — jak chcesz, i ty możesz iść ze mną.

— Żeby być twoją niańką? Nie ma głupich.

Bo trzeba wiedzieć, że matka Pennella prosiła parę razy różnych chłopców, żeby uważali na Williamka; przez jakiś czas pilnował go Iim, a potem Sanders. Za to Sanders dostawał co niedziela obiad i stare ubranie, i trzewiki. Teraz dopiero przypomniał to sobie Dżek i nawet żałował, ale trudno. Tylko postanowił być tam krótko i co najważniejsze, nie przyjmować żadnego poczęstunku.

Najlepiej byłoby, żeby matka Pennella nie pozwoliła.

Ale, niestety, zaraz się zgodziła.

Dżek był nawet niegrzeczny, może nawet umyślnie był niegrzeczny. Nie chciał wejść do pokoju i za nic nie chciał wziąć piernika.