*

Widziałem pogrzeb wojskowy. Cudny marsz żałobny, żołnierze i koń w żałobie, który smutny, z łbem spuszczonym, powoli odprowadza swego pana na miejsce wiecznego spoczynku. Łzy miałem w oczach.

*

Widziałem grających w karty. Policzki z niezdrowym rumieńcem, spokój udawany i ta głucha niechęć, przebijająca niby w żartach, a właściwie w docinkach — jakie to wstrętne.

*

Przypomniałem sobie, że kiedyś, kiedy była u nas Zosia, do nogi od krzesła, na którym siedziała, przywiązałem nitkę, aby się nie pomięszało z innymi. Jaki ja byłem wtedy biedny. O, nie śmiejcie się z tych uczuć dziecinnych. Miłość jest zbyt szlachetnym uczuciem, by mogła być ośmieszona, zabawnymi są natomiast: pozowanie, sztuczna galanteria sztubacka, asystowanie pannom, małpowanie dorosłych, opowiadanie kolegom o swoich rzekomych romansach nawet z mężatkami — łgarstwa, komedianctwo.

Ja sam przyłapuję się na tych rzeczach, na przykład raz wyskoczyłem z tramwaju, choć deszcz lał, żeby niby to „szybkim ruchem uspokoić wzburzone nerwy i aby deszcz ochłodził palące czoło”. Deszcz czoła nie ochłodził, bo mam czapkę z daszkiem, zabłociłem się po pas, co mnie bardziej jeszcze zirytowało i przyłapałem się na małpowaniu romansowych bohaterów, co mnie do reszty struło.

*

Spotkałem Romana po pięciu latach niewidzenia. Mówiliśmy parę minut, a więcej patrzyliśmy na siebie, bo nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. Pięć lat tylko, a co za zmiana.

Temat do sztuki dramat pod tyt. Trzy fazy.