— Więc to nazywacie niebezpieczeństwem? Że niedźwiedzina leży, drżąc ze strachu?

— Ale drzwi nie ma, może wejść.

— Może, ale nie wchodzi.

— Jest ich piętnaście.

— Zrobię drzwi z pierwszego.

Strzelam w powietrze.

— Szaleńcze, zgubiłeś nas — mówią.

Olbrzymi niedźwiedź idzie ku nam; w momencie, kiedy swym olbrzymim cielskiem zawalił wejście, pakuję mu kulę w oko.

— Oto mamy drzwi tym lepsze, że w przyszłości posłużą nam za śniadanie.

Dziecinne marzenia, tym lepiej.