Czytałem po francusku W kraju futer145 Verne’a146 i marzyłem, że tam jestem, pod biegunem.

Po dniu uciążliwego pochodu leżę pod ciepłą derą. Budzą mnie.

— Wstawaj pan. Białe niedźwiedzie.

— Czy to raz pierwszy; jest też o co piekło robić?

— Ależ jesteśmy zgubieni.

— Bezpowrotnie?

— Tak jest, nie ma ratunku.

— Więc po coście mnie budzili? Może mam w galowym ubraniu stawić się na śniadanie panom niedźwiedziom?

— Powtarzam: niebezpieczeństwo, twoja zimna krew jest potrzebna.

Ubieram się.