Nie napisałem w dodatku i połowy tego, co mi się po głupim łbie kotłowało, widocznie sam już uważałem, że za wiele tego dobrego. Więc był tam i obłęd z nieodzownymi kratami, i jęk mego dziecka, które mnie przeklina, i społeczeństwa, które mnie na sąd wzywa. Myślałby kto, że nowy potop. A tymczasem wszystko to można zamknąć w jednym zdaniu:

— Sztubak nie zrobił świństwa.

Ma słuszność panna Julia: jestem dzieweczką, pieszczotką marzeń, a nie mężczyzną.

Spalę do diabła ten błazeński pamiętnik, bo wpadnie jeszcze w czyje ręce.

Tak by dobrze było, gdyby mnie kto wytargał za uszy, zwymyślał od smarkaczy i zasadził do geometrii, bo ten wulkan, ogień, kapitan okrętu i wódz może nie dostać promocji.

*

Znów przesada. Pamiętnika nie spalę, wiem o tym doskonale, a gdybym spalił, popełniłbym kapitalne głupstwo.

2. Jeżeli nawet jest przesada w tym, co pisałem, jest to jednak wewnętrzne przeżycie, za które nie ma racji targać za uszy.

3. Nie jestem ani błaznem, ani smarkaczem, tylko bardzo inteligentnym młodzieńcem (w porównaniu z kolegami), trochę spaczonym przez brak pedagogicznego kierunku.

Z ostateczności w ostateczność, brak równowagi — to cecha mego wieku.