Motylem jestem.
Upojony życiem, młodością, nie wiem jeszcze, dokąd się zwrócić, ale nie pójdę za wami.
Nie pozwolę życiu zmiąć swych barwnych skrzydeł, nie pozwolę zniżyć swego lotu.
Dawno już chciałem wyspowiadać się przed wami, lecz bałem się, że nie zrozumiecie, wstydziłem, że wyśmiejecie.
O biedni, jeśli nic wam nie powie ta spowiedź motyla.
*
Jeśli wiara w tryumf dobra jest snem, chcę spać. Życie mnie budzi, więc uciekam do szumu drzew, do szeptu strumienia, do woni łąk, do szmeru zbóż — uciekam.
Tu na łonie natury chcę odżyć, zrzucić pył miasta z marzeń moich.
Chcę odzyskać wiarę zachwianą. Chcę, by natura była lekarstwem, a lekarzem — Bóg.
Rano szkoła, potem korepetycje i lekcje, przeplatana jedzeniem, snem i... marzeniami.