Marzenia uchroniły mnie od letargu, zawdzięczam im życie.
Ale widziałem, jak opuszczają mnie jasne moje duchy, duchy mojego życia, które nazywam życiem motyla, a wy nazywacie życiem niedojrzałego młokosa. Nie możemy się zrozumieć, bo wy nazywacie życiem to, co ja nazywam śmiercią.
*
Patrzyłem długo na mrowisko. Ile cnót mają te drobne istotki.
O, jakież to bolesne, że człowiek który kocha ludzkość, pragnąłby cnotami zwierząt uszlachetniać ludzi...
*
Gdym przechodził przez kładkę, dostrzegłem tonącego robaczka. Widziałem, jak dopłynął do maleńkiej mielizny, jak znów stracił grunt, spłynął i zanurzył się i wypłynął.
Czemu się szamoce ten drobny owadek? Czy drogie mu to drobniutkie życie, zewsząd zagrożone, które lada chwila może i musi utracić?
A człowiek? — błysnęła mi nagle myśl.
Aby robaczka wyratować, trzeba zejść z kładki i zamoczyć się po kostki — czy warto?