I usłyszałem głos:

— Jeżeli teraz nie zechcesz ponieść drobnej ofiary młodzieńcze, aby uratować robaka, to będąc dojrzałym, nie poniesiesz większej, aby uratować człowieka.

Z jakim zadowoleniem patrzyłem, jak otrzepywał się, gładził i prostował skrzydełka na mej ręce.

— Nie zobaczymy się więcej. Leć i bądź szczęśliwy.

*

Kocham cię, Wisło szara, zarówno wtedy, gdy spokojnie i równo toczysz swe wody, poprzecinane mieliznami żółtego piasku, jak i wtedy, gdy zrywasz tamy i wały, znosisz mosty i grozisz ludziom, jak wtedy, gdy skuta lodowym pancerzem, biała śniegiem zamierasz, aby znów z pierwszym tchnieniem wiosny zbudzić się i szeptać prastare historie nieszczęsnego kraju od chwili, gdy Wanda spoczęła w twym łonie, bo ręki nie chciała dać obcemu.

Wisło szara, nie zamieniłbym cię na dumną Tamizę ani zawrotną Niagarę, ani tajemniczą Zambezi, ani magiczny Ganges. Tamte, może stokroć piękniejsze, mówiłyby do mnie językiem, którego nie rozumiem.

Wisło szara, kocham twe brzegi, porosłe krzywą wierzbiną, która przegląda się w twych nurtach, kocham twe piaski i gwiazdy, które kąpią się w twych wodach.

*

Kocham nocy tajemniczą nieskończoność, wobec której czuję się małym robaczkiem, zagubionym w przestrzeni i czasie, a mając świadomość tego, korniej myślę, łagodniej pragnę, ciszej marzę.