— A skąd wiesz, że wchodził do klatki?
— Skąd wiem, to wiem.
Idą obok siebie gniewni i milczący.
— Dzień dobry.
Czerwińskiego Stasio też nie lubi, bo kowal i głupi.
— Wiecie: w tej dykcie18 nie zrobiłem ani jednego błędu.
— A jak napisałeś „pośliednieje”?19 — pyta Wiśnicki.
— Fi, także mi sztuka.
Jest to właśnie jeden z dwóch grubych błędów Stasia.
Stasio odłącza się od nich, idzie brzegiem rynsztoka — na samym brzeżuszku, rozstawił ręce i utrzymuje równowagę. — Spogląda z ukosa na kolegów i myśli z niechęcią: