— Pewnie, że lepiej. Jeszcze by co i jemu powiedział.

Żegnają się na rogu ulicy i rozchodzą.

Stasio wstępuje do nowego sklepu po kajet.

— Proszę mi pokazać te łańcuszki, co się dodaje do brulionu.

— O, proszę pana. Prawda, że ładny? Niech pan pociągnie, jak pan tylko chce; nie urwie się — taki mocny.

Stasio nie lubi, jak mu mówią: pan — bo mu się zdaje, że się z niego śmieją.

Bierze kajet i wychodzi.

I po co mu właściwie łańcuszek? Przecież nie będzie nosił zegarka na dwóch łańcuszkach...

*

Mama włożyła nową suknię, którą mamie krawcowa zepsuła, i były dwie poprawki. Krawcowa była w dodatku niegrzeczna. Mama nie będzie do niej więcej dawała ani jej nikomu rekomendować nie będzie.