— No idź — pchają go koledzy.
— Proszę pana... — zaczyna Stasio.
Powie mu wszystko, od samiutkiego początku, wszystko, jak na spowiedzi, wszystko od poniedziałku. Przebaczy mu, musi mu przebaczyć — musi mu przebaczyć.
— Rozejść się! — Kartkę Malinowskiego inspektor trzyma w ręce.
— Proszę pana... ja...
Inspektor nie słyszy — idzie przez korytarz. Na wschodach48 tłum ich rozdziela. Stasio przedziera się z jakimś dzikim uporem. Powie mu wszystko od samiutkiego początku, wszystko mu powie, od samego poniedziałku powie. — Przebaczy, na pewno przebaczy — nie napisze do sztrafnego. Na progu uczitielskoj zastępuje drogę.
— Proszę pana...
— Wiem, wiem...
— Proszę pana...
— Już nie będziesz więcej — prawda?