— Czegoś tak długo siedział?
— A bo nijak nie mogłem zwędzić.
I wiązka drzewa znalazła się w piecyku.
Antek począł gwizdać przez zęby.
— No, wynoście się, dzieci.
— Proszę ojca — zaczął Kusy — mularz Franek umarł dziś w nocy.
— Wiedziałem, że umrze. Zapił się.
— A jakże. Założyli się ze Szczepanem, kto wypije więcej. Wie ojciec, u blacharzowej wczoraj. Franek wypił sztof30 spirytusu i od razu go powaliło. Nawet do domu nie doszedł.
— Sztof nie sztof, a dobrze mu tak, świni. Świeć Panie nad jego duszą. Tam dwoje małych zostało: Olka możesz mi tu przyprowadzić. Chociaż to z takim berbeciem trudno będzie. A co tam. Chyba że go Walenty może weźnie.
Suchy Felek zaczął skrobać kartofle.