— Et, bzik jesteś.

— Tak mi się podoba i już.

I kto by mógł pomyśleć, że stary stróż nocny, uosobienie skupionej w sobie siły moralnej, przed którą złodziejaszkowie uchylali głowy, może mieć wnuka, cynicznego Jóźka Bzika, i że ten zepsuty, skazany na stracenie, Józiek, może raz w życiu być bohaterem, może zdobyć się na czyn taki...

Lecz po co wyprzedzać fakty?

VIII. Bohater

Zatknięta w szyjkę butelki świeca dopalała się. Bronek — kelner — leżał na łóżku i rozprawiał, a lubił mówić wiele, gdy był pijany. Na drugim łóżku spoczywał kucharz. Na sienniku, na ziemi, leżeli Antek i Józiek.

— Widzicie, chłopcy, takie życie, jak wy teraz żyjecie, to mówię wam, jest na nic — prawił Bronek. — Bo w ogóle, mówię wam, trzeba zawsze myśleć o starości. Bo, widzicie, wy teraz mali jesteście, więc wam się wasze sztuczki udają. Idźcie, na przykład, na Nowy Świat, uklęknijcie przed kościołem i udawajcie, że płaczecie, to wam się zaraz nazbiera cała kupa „litościwej hołoty” i będzie wam czterdziestaki pakowała; a jak który zacznie gadać z tobą, a natrajlujesz mu, że jesteś sierota, a to, a owo, to możesz ich nabrać na kilka fajgli50. Ale, mówię wam, jak dorośniecie, to koniec, klapa z tym wszystkim.

— A tak — odzywa się z drugiego łóżka Andrzej kucharz.

— Widzicie. Więc potem, no, to jeszcze możecie tam listy pisać, a to, a owo, ale to już w ogóle zupełnie co innego. Potem to znowu zaczniecie kraść, pójdziecie do ula, bo widzicie, ja znam już takich. Mój rodzony brat jest na „osiedleniu”. Ożenił się tam, czy choroba go wie, i z głodu teraz zdycha, Więc, widzicie, trzeba, widzicie, coś w ogóle wymyślić.

— A tak — potwierdza sennym głosem kucharz.