— E, dobra, proszę pana, tylko biedna, proszę pana, to jej, proszę pana, z głodu takie szprynce47 do głowy przychodzą.
Antek słuchał, ale się nie śmiał z dowcipu towarzysza.
— Powiadam ci — ciągnął Józiek — nagadał mi za swoje trzy ruble, ile wlazło. Żebym ojca i macochę kochał, żebym się dobrze prowadził, że będzie ze mnie porządny człowiek. Jakbym bez butów nie mógł być porządny albo jakby w butach wcale złodzieje nie chodzili... A ja bałem się, że mnie do ula zagarną, więc słucham i rozglądam się tylko. A potem buty na nogi i do domu. Taki ci był bzik ze mną.
Wziął harmonię, zagrał kilka tonów i zaśpiewał.
Jestem sobie andrusina mały,
I wylazłem za szperandą48 na stare Bednary... 49
— No, a co twój malarz?
— Puściłem go.
— Bo co?
— Bom go puścił i już.