Antek oswoił się z obcym dla niego środowiskiem. Usiadł na kanapce pod lustrem obok dziewczyny, która była razem ze szwaczką na dyżurze. Dziewczynka mogła mieć lat czternaście.

Przechodzi dwóch panów — gości — jeden z nich bierze dziewczynkę pod brodę i mówi:

Tu es belle, ma petite.55 Jesteś ładna, moja mała.

Panowie przechodzą do palarni.

— Zośka, po coś tam wylazła? Choć tu zaraz — woła szwaczka.

Biały mazur. Grajkowie zbierają resztki sił i grają żwawo, ogniście. Służba stoi w drzwiach, przy bufecie, spokojna, bez śladu znużenia na matowych twarzach, bez ziewnięcia, bez uśmiechu, bez słowa, bez poruszenia niemal.

Goście rozjeżdżają się.

— Moje uszanowanie jaśnie panu.

— Dziękuję jaśnie panu.

— Padam do nóg.