— Myślałem, żeś poszedł dopiero zrywać cytryny.
Bronek nie odpowiada.
— Prosiłem, żeby woda była z lodem. Głuchy widać jesteś.
„Pan” wypija wodę i wchodzi do salonu.
— Widziałeś idiotę? — zwraca się Bronek do Antka.
A walca tony marzycielskie płyną.
Tak, Antek słyszał i widział raz tych panów i panie, u Wizytek, w kościele. Wejście było za biletami, ale on wcisnął się przemocą, otrzymał nawet szturchańca wówczas. Potem już zmądrzał: na pańskie śluby się nie pchał.
— Masz, pij, nie żałuj sobie. Mam całą butelkę w palcie. Urządzimy sobie jutro bal, lepszy niż ten, zobaczysz. Albo te Michałki wyfraczone umieją się bawić, myślisz?
W słowach jego dźwięczała złość lokaja poniewieranego przez „panów”.
Po walcu nastąpił kontredans54, znów walc, znów kontredans.