— Smakuje ci to?

— Tak sobie.

Antek nie chce spowiadać się ze swych uczuć.

— Słuchaj, Antek, tylko ty, uważasz, nie myśl, że oni są, uważasz, tacy znów bardzo co. Postroi się to i wygląda jako tako. Ale wiesz, oni — taka sama hołota jak my.

Wchodzi na korytarz pan szpakowaty. Bronek łamie się w pół.

— Czego sobie jaśnie pan życzy?

— Słuchaj no, mój kochany, wyciśnij mi pół cytryny do wody. Woda ma być czysta i zimna z lodem. Tylko zaraz. Rozumiesz?

Bronek biegnie. „Pan” opiera się o ścianę i cedzi przez zęby:

— Psia krew, z tymi balami.

Bronek powraca.