Trzy strumienie wody skierowano w stronę, gdzie znikł dzielny człowiek.

Wybiegł po chwili, ale bez dziecka.

— Dziecko mi oddajcie, dziecko! — woła kobieta.

— Ależ nie ma — twierdzi strażak.

— Jest, jest, cztery latka ma, jest. Oddajcie mi.

Płakała, rwała włosy na głowie, tarzała się po ziemi. Tragicznie brzmiał ten krzyk, przy akompaniamencie syczenia ognia.

Drabina wisiała jeszcze, zarzucona na przepaloną belkę.

— Kto to jest ta kobieta?

— Wariatka.

— A ona ma dziecko?