— A ma.
— To jej własne?
— A czyjeż by, jak nie jej?
— Więc trzeba je znaleźć.
— Belka się załamie.
Nagle przed panem naczelnikiem stanął chłopiec.
— Ja wlizę.
— Nie wolno.
Chłopiec jednym skokiem znalazł się na drabinie.
— Zejdź, słyszysz, zejdź.
— A ma.
— To jej własne?
— A czyjeż by, jak nie jej?
— Więc trzeba je znaleźć.
— Belka się załamie.
Nagle przed panem naczelnikiem stanął chłopiec.
— Ja wlizę.
— Nie wolno.
Chłopiec jednym skokiem znalazł się na drabinie.
— Zejdź, słyszysz, zejdź.