Wreszcie ucichło zupełnie.

Antoś wracał z Mańką; zimno im było w mgle jesiennego wieczoru. Szczególniej chłopiec w swych dziurawych spodniach i jakiejś przezroczystej bluzie, narzuconej na koszulę, czuł chłód dotkliwy.

— Poczekaj, kupię papierosów.

Antek wszedł do sklepiku, kupił kilka sztuk papierosów, dla Mańki serdelek i czekoladę w srebrnym papierze.

— Masz.

Zapalił papierosa.

— Ile tam masz? — zapytał Mańkę Antek.

— Brakuje mi ośmiu kopiejek.

— Masz, niech cię tam. Czort go wie, w jakim on dziś humorze.

— Dziękuję ci. A ty?