— A widzisz.
— Tylko nie odchodźcie, moja matko.
— No nie, nie.
Gładzi wilgotną ręką spocone czoło Antka i włosy.
— Jak zmora dusi, to najlepiej przeżegnać się, widzisz. Bo krzyż ją zaraz odstraszy. Bo krzyż to męczeństwo Jezusa. Jezus za wszystkich cierpiał.
— I za pani dzieci?
— A tak.
Przez szczelinę wdziera się pierwsza iskierka światła. Wiatr hula nad krypą, bije o boki, syczy między gałganami i zastyga w zaduchu i smrodzie.
Antek zasnął; gdy go Bzik obudził, było już południe.
— Chodź, wstawaj, idziemy.