— Kto tam? — odzywa się głos męski.

— Ja.

— W nocy byłeś potrzebny, to się włóczyłeś.

— Kolegę prowadzę.

— Aha.

Schodzą po drabince kilka stopni i są na dole.

— Ma pan co do jedzenia? Głodni jesteśmy.

— A wiem: do żarcia zawszeście gotowi. Macie.

— Jest świeca?

— Masz tu zapałki i nie szczekaj, bo mi się spać chce.