Przez drzwi wpada kobieta w podartej chustce na głowie z dzieckiem na ręku.
— Wacek, ty znów tu?
— Drzwi zamknąć! — woła gospodarz. — Tu nie dla kobiet miejsce. Czego to?
— Wacek! Wacek! — woła kobieta, wyrywając się na środek pokoju.
Spoza stołu wstaje mężczyzna blady z iskrzącymi się źrenicami.
— Czego?
— Dzieci gubisz, zbereźniku, złodzieju, gubiduszo.
— Czego? — powtarza, zbliżając się do niej.
— Daj pieniądze.
— Pieniądze? Pieniądze ci dać?