Józiek rozejrzał się. Był wzburzony.

— Zabić — rzekł krótko.

Antek patrzał na przyjaciela wzrokiem zdziwionym, pytającym.

— No, czego się gapisz? Tu nie ma gadania. Baba się pilnuje, śpi jednym okiem. Jak nie chcesz, to nie. Mnie wszystko jedno.

— Zabić? — zapytał Antek.

— Nie drżyj się. Wszystko jedno. A Maślarz mało narznął ludzi. Co wielkiego? Chcesz być daleko stąd? Inaczej nic nie zrobisz. Bez forsy musimy tu siedzieć. Jak chcesz.

— A kiedy to ma być?

— Dziś w nocy. Zaraz pójdziemy. Mam sznurek i na wypadek i coś kolącego. Stara, chora. Nie bój się, już ja sobie sam dam radę.

— Więc zaraz?

— Tak.