— Nie, nie można.
Idą. Józiek gwiżdże przez zęby.
— Boisz się, Antek?
— Czego się mam bać?
— Zobaczysz, jak będzie gracko. Babę za halc68, poducha na pysk i basta! Ani zipnie. Zobaczysz.
Józiek gwiżdże.
— Na dole krzyk. Nikt nie usłyszy. A wreszcie ona zawsze drze się. Już to moja rzecz. Ty stój za mną.
Idą. Józiek gwiżdże przez zęby.
— No. Antek, teraz trzymaj się ostro.
Wchodzą przez bramę. Józiek zagląda do suteryny.