— Widzisz, mówiłem ci, że za wcześnie. Jeszcze się nie zebrali. Będzie kto szedł przez schody i usłyszy.
Drapią się po schodach drabiniastych, ciemnych.
— A potem przez okno od razu na dach, pamiętaj.
Stoją przede drzwiami. Józiek stuka. Cisza. Stuka po raz drugi.
— A tam kto?
— Bzik.
— A czego to po nocy?
— Sikorę69 niosę.
— Teraz nie ma nic. Jutro.
— Niech otworzy, do choroby. Przecież sikorą za karty nie zapłacę.