— Głupia jesteś.

Ciemne sylwetki chłopców znaczyły się coraz wyraźniej.

— Dobry wieczór — zawołał ironicznie czternastoletni Wicek.

W ręce Antka błysnął jakiś przedmiot niewielki.

— Tylko się zbliżcie.

— Fi! fi! ja się twojego noża nie zlęknę.

— Zobaczymy.

— Więc nożem mi grozisz?

— A nożem.

— E, rzucisz go zaraz.